Jak przekonać kogoś do diety roślinnej? – vegetitian.com

Blog

Jak przekonać kogoś do diety roślinnej?

Jak przekonać kogoś do diety roślinnej i czy takie przekonywanie ma sens? 

Styczeń to okres postanowień noworocznych, a jednym z nich może być ograniczenie spożycia mięsa. Popularnym na całym świecie wyzwaniem jest Veganuary (czyli z an. vegan + january). Jest to coroczne wyzwanie prowadzone od 2014 roku. Co roku zyskuje na popularności na całym Świecie. Według deklaracji organizacji promującej wyzwanie w samym 2021 roku wzięło w nim udział ponad pół miliona osób z 209 krajów. Dołączenie do takiego wyzwania może być bardzo pomocne, dla osób, które mają chęć je podjąć. A co z osobami, które są powiedzmy “bardziej oporne”, a nam (Tobie) zależy, aby chociaż po części przekonały się do diety roślinnej? Czy warto je przekonywać do diety roślinnej i jak to zrobić? O tym jest ten artykuł.

Uprzedzam od razu, że cały poniższy artykuł jest oparty na moich przemyśleniach i doświadczeniach. Porady zawarte w tym artykule mogą być dla Ciebie pomocne lub nie. Będę wdzięczna, jak podzielisz się ze mną swoją opinią w komentarzu.

Ograniczanie mięsa jest coraz bardziej powszechne w Polsce. Według raportu IQS obecnie już 43% Polaków, a raportu Ariadna przeprowadzonego  na zlecenie Roślinniejemy 38,5% deklaruje, że nie je mięsa lub stara się je ograniczać. Jednak mimo wszystko czasem trudno jest przekonać do tego bliskie nam osoby.

Regularnie dostaję zapytania typu “Jak komuś udowodnić, że dieta roślinna jest zdrowa?”, “Co wysłać teściowej, żeby przestała krytykować dietę dziecka?”, “Jak przekonać do diety roślinnej mięsożercę?” itp. Powiem Ci, że nie jestem w stanie wam odpisywać na te tematy, bo nie znam sytuacji osób pytających. Tzn. mogłabym odpowiedzieć “wyślij teściowej ten artykuł” lub “daj jej do przeczytania moją książkę”. Jednak zarówno ja, jak i Ty wiesz, że to nie podziała, jeżeli ktoś chce patrzeć krytycznie na dietę, trudno przekonać taką osobę każąc jej czytać grubą książkę lub artykuł naukowy. 

Co więc można zrobić, aby przekonać kogoś do diety roślinnej?

Nie przekonywać. Wiem, że nie takiej odpowiedzi oczekujesz, ale przekonywanie może działać w odwrotną stronę. Zamiast tego proponuję kilka innych rzeczy. Spisałam je poniżej, ale jakbym miała je jakoś zbiorczo nazwać, pewnie nadałabym im nazwę “jak zachęcić kogoś do stosowania diety roślinnej?”.

Krok 1. Zapoznaj daną osobę z dietą roślinną. Pokaż, że to może być naprawdę przyjazna dieta dla niej/niego. 

Niekoniecznie musisz pokazywać w tym miejscu danych/statystyk odnośnie wpływu diety na emisję gazów cieplarnianych czy ilości wody potrzebnej do wyprodukowania jednego steka. Oczywiście możesz to zrobić, jeżeli ta osoba interesuje się takimi danymi lub kiedy wiesz, że takie statystki do niej trafią. Zdaję sobie sprawę z tego, że każdy powinien tymi danymi się zainteresować, jednak na początku może być łatwiej trafić do kogoś poprzez jedzenie. 

W jaki sposób więc możesz pokazać komuś w praktyce, że dieta jest dla niej przyjazna?

Możesz przygotować roślinne danie na spotkanie przy stole i dać tej osobie do spróbowania lub zaaranżować wspólne gotowanie. Wszystko zależy od tego, co dana osoba lubi jeść. Poniżej przedstawiam Ci kilka sugestii, jak to zrobić w praktyce. Jeżeli masz jakieś swoje doświadczenia w tej sprawie i chcesz się nimi podzielić, czekam na nie w komentarzu.

Zacznijmy od zadania sobie pytania, jakie jedzenie lubi osoba, której chcesz pokazać dietę rośliną?

Jeżeli jest to osoba, która nie wyobraża sobie głównego posiłku bez mięsa, możesz przygotować potrawę, która będzie po części udawać mięso, np. seitan, strogonow, kotlety wegańskie schabowe, nuggetsy z tofu, gulasz z kostką sojową, spaghetti a’la bolonese z „mięsem wegańskim” lub soczewicą itp. Przepisy znajdziesz w Internecie i książkach kucharskich. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie wszystkie z powyższych przykładów dań będą nazbyt zdrowymi opcjami. Na początek chodzi jednak bardziej o to, jak do kogoś trafić, a w następnym kroku przedstawić jej inne opcje. W przypadku typowego mięsożercy lepszym rozwiązaniem może być więc wycelowanie w taką rzecz, która będzie jak najbardziej pasować do jego zwyczajów żywieniowych i prawdopodobieństwo, że jej spróbuje będzie najwyższe.

Dobre przykłady modyfikacji dań:

  1. Jeżeli ktoś uwielbia spaghetti bolonese — podmień mięso na tofu lub soczewicę (w opcji zdrowszej) lub kostkę sojową (w opcji opcjonalnej).
  2. Jeżeli ktoś lubi lub kotlety schabowe / pieczenie / gulasze mięsne — przygotuj schabowe sojowe, seitana, gulasz z kostką sojową lub wegańskim mięsem (np. Linda meat). 
  3. Ktoś uwielbia jajecznicę z boczkiem? – spróbuj z tofucznicą z opcjonalnym niewielkim dodatkiem wegańskiej kaszanki lub kiełbasek.

Złe przykłady (dla równowagi):

  1. Jeżeli osoba, którą masz na myśli, jest fanem pizzy, wegański odpowiednik (z serem wegańskim) według mnie nie sprawdzi się, bo ten ser może nie być godnym zamiennikiem zwykłego (przepraszam w tym miejscu producentów).
  2. Danie bez białka (np. warzywa z kaszą, ryżem czy makaronem), czyli pominięcie ważnego składnika w posiłku. Jeżeli w daniu zabraknie białka (np. przygotujesz kotlet jaglany lub z buraka zamiast mięsnego), dana osoba może być po nim po prostu głodna i stwierdzi, że to nie jest dieta dla niej. Pamiętaj więc aby dodać tofu, strączki czy opcjonalnie jakiś zamiennik mięsa.

Reakcje osoby próbującej powyższych dań mogą być bardzo różne, ale dla uproszczenia sprowadziłabym je do trzech najczęstszych odpowiedzi (zakładając, że przygotujesz smaczne danie :). Prawdopodobnie usłyszysz:

  1. “To jest naprawdę dobre, nie do wiary, że nie ma w tym mięsa. Chętnie spróbuję czegoś nowego”.
  2. “Ciekawe połączenie i smak. Myślę, że od czasu do czasu jest to całkiem dobrą opcją.” 
  3. “Smaczne to twoje jedzenie, ale brakuje mi w tym… mięsa”.

I wiesz co? Nie ważne, którą z tych odpowiedzi usłyszysz, bo każda z nich mimo wszystko będzie furtką dla diety roślinnej dla tej osoby (w szczególności, jeżeli nie miała okazji wcześniej próbować zbyt wielu roślinnych dań). Co prawda, najgorzej będzie z osobą numer 3. Jest to osoba, która lubi mięso na tyle, że prawdopodobnie wiele Twoich argumentów na nią nie zadziała i możliwe, że nic nie przekona jej do porzucenia jedzenia mięsa całkowicie. Jednak mimo wszystko zawsze warto zachęcać jej do próbowania urozmaiconych roślinnych dań i ogólnie sukcesywnie nad nią pracować.

Jak ktoś odpowie podobnie, jak w punkcie 1 lub 2, i tak nie pomyśl w tym miejscu zbyt optymistycznie — no dobra, to działamy!

Jutro jemy pieczeń z kalafiora, a za dwa dni pasztet z selera zamiast tradycyjnego! W ten sposób możesz kogoś przytłoczyć zmianami na samym początku. Jednak sukcesywnie stopniowo możesz przedstawiać jej coraz więcej roślinnych dań. I proponowałabym na kolejnych etapach już wprowadzać więcej zdrowszych składników (np. tofu, pasztet z białą fasolą zamiast seitana, soczewicę zamiast kostki sojowej, pasty kanapkowe z nasion strączkowych itp.).

Metoda małych kroków

Oczywiście możesz (i byłoby naprawdę super) zacząć od razu od zdrowszych opcji (dobrze przygotowane tofu powinno się sprawdzić od samego początku), ale wszystko naprawdę zależy od przyzwyczajeń żywieniowych osoby, której pokazujesz potrawę i co chcesz uzyskać. Trzeba to wyczuć, żeby na początku przedstawić jej coś, co na pewno jej się spodoba i zachęcie do próbowania dalej. W przypadku osoby, która lubi burgery, zaprezentowanie jej na samym początku burgera z dobrym zamiennikiem mięsa może być bardziej efektywne, niż burgera z fasoli (chociaż wszystko zależy od smaku potrawy i smaków danej osoby). I jeżeli przejście z burgera zwykłego na burgera wegańskiego będzie wdrożone, następnym krokiem może być burger z fasoli. No i koniecznie pokaż jej na tym etapie już, co dobrego zrobi dla siebie i dla planety poprzez chociażby częściową podmianę posiłków na roślinne. Tu znajdziesz fajny e-book na temat diety dla planety.

Jeżeli chcesz zapoznać z dietą roślinną kogoś, kto nie je jakoś dużo mięsa na co dzień i ogólnie lubi próbować nowych smaków, próbuj śmiało od razu z pasztetem z fasoli, pieczonym kalafiorem i ogólnie daniami, które nie mają nic wspólnego z mięsem. Jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że taka osoba będzie od razu otwarta na nowości. Czy zrezygnuje z mięsa od razu? Raczej nie ;). Jednak odkryje nowe potrawy, które będzie chciała odtworzyć je w domu, co znaczy, że mimo wszystko mogą one stopniowo zastępować posiłki mięsne.

I podobnie, jak opisałam powyżej, trzeba wyczuć sytuację i daną osobę. Trzeba również zastanowić się, co jest dla nas ważne. Czy chcemy tylko (lub początkowo) pokazać jej nasze danie i zachęcić ją do spróbowania czegoś nowego, czy może zależy nam na tym, aby on/ona zdała sobie sprawę z tego, że taką potrawą może się najeść, że jest zbliżona do tradycyjnych posiłków  i w zasadzie to mięso w niej nie jest wcale potrzebne.

Na początku nie oczekuj za dużo.

Nie oczekuj od razu, że ktoś przestanie jeść mięso tylko dlatego, że danie wegańskie mu smakuje. Na początkowym etapie najważniejsze jest, aby ta osoba zrozumiała, że tak można jeść, że my tak jemy, to jest w porządku, mięso nie jest niezbędnym składnikiem potrawy. I żeby następnym razem również chętnie spróbowała nowego dania.

Prawdopodobnie spotkałeś/aś się w życiu z sytuacją, że ktoś spróbował Twojego dania i stwierdził „to jest w sumie dobre” lub „nawet całkiem dobre jest to twoje jedzenie” jednak po chwili nałożył sobie kawałek mięsa czy wędliny na talerz.

Kiedy zastanowimy się, dlaczego tak się dzieje, łatwiej jest wprowadzić więcej roślinnych opcji do menu tej osoby.

Trzeba zastanowić się na początku, dlaczego mięso jest tak ważnym produktem w jej diecie? Może po prostu było w diecie tej osoby od zawsze i jest przyzwyczajona do „tradycyjnych dań”, nie zna innych przepisów i boi się spróbować? I to normalne, że dla niej Twoja bezmięsna potrawa może być egzotyczna, warta degustacji, ale nie na tyle wartościowa, żeby wyprzeć z jej diety tradycyjny obiad. Taka osoba potrzebuje wprowadzać zmiany we własnym tempie, krok po kroku. I trzeba być cierpliwym, zachęcać ją, ale w żadnym wypadku nie krytykować za to, co ma na talerzu i nie poganiać. Wszystko w swoim czasie. Stopniowo, jak będzie wprowadzać więcej zmian, sama zauważy, czy to jest dla niej dobre.

Dobrze zbilansowana dieta roślinna może być bardzo urozmaicona, prowadzić do redukcji zbędnych kilogramów, ale również (ze względu na błonnik), bardziej efektywnego wypróżniają się :). O tym ostatnim aspekcie wiele osób na co dzień nie wspomina, ale dla mnie jako dietetyka jest to niezwykle ważna część zdrowia i samopoczucia i bez żadnych blokad pytam ludzi, czy zmienił się ich stolec po przejściu na dietę roślinną.

Krok 2. Pokaż, że dieta roślinna jest zdrowa dla nas i dla planety.

Przy zapoznawaniu kogoś z dietą roślinną, bardzo ważne jest pokazanie jej, że dieta roślinna to nie jest tylko zamiana kotleta na wegańskiego kotleta, jajecznicy na tofucznicę itp. Trzeba wprowadzić kilka ważnych rzeczy do konwersacji i uświadomić drugą osobę, że każda dieta może być zdrowa lub niezdrowa, wegańska też. Wszystko zależy od tego, co mamy na talerzu. Warto w tym czasie opowiedzieć o wartościach odżywczych niektórych grup produktów żywieniowych (np. strączkach, zielonych warzywach, orzechach) i wytłumaczyć, że mają większą wartość odżywczą niż pieczeń z seitana, czy wegańska kiełbaska (te wciąż mogą jednak stanowić niewielki dodatek do diety).

Z tym krokiem może być Ci jednak łatwiej, jak ktoś już zaczyna gotować roślinnie i widzi po sobie dobre zmiany (np. ubytek nadprogramowych kilogramów, poprawa samopoczucia).

Możesz przedstawić kilka aspektów zdrowotnych diety roślinnej (np. powiedzieć o niższym ryzyku chorób układu krążenia, nadciśnienia tętniczego, cukrzycy typu 2, niektórych typów nowotworów, np. raka prostaty, trzustki, czy żołądka). Opowiedzieć, jakie jest zdanie dietetyków na ten temat, przedstawić np. Polskie Towarzystwo Medycyny Stylu Życia, stanowisko Amerykańskiej Akademii Żywienia i Dietetyki lub pokazać artykuły na temat korzyści diety roślinnej. Możesz powiedzieć o związku spożycia mięsa przetworzonego (peklowanego, poddanego obróbce w wysokich temperaturach lub grillowanego) i czerwonego z występowaniem nowotworów, jednak wszystko zależy od tego, z kim rozmawiasz, bo zapewne sam wiesz, że nie do wszystkich osób trafiają te argumenty.

Opowiedz o wpływie diety na zmiany klimatyczne i w jaki sposób zamieniając mięso na rośliny możemy im przeciwdziałać. To, co bym absolutnie poleciła to obejrzenie filmu Dawida Attenborougha Życie na naszej planecie. Można go obejrzeć na Netflix. Jest to niesamowity film o tym, jak bardzo niszczymy planetę i w jaki sposób możemy to naprawić. Każdy powinien go zobaczyć. Możesz pokazać go danej osobie / osobom jeszcze na początku zachęcania do zmiany diety albo nawet zanim zaczniesz próby z roślinnym jedzeniem. Koniecznie naciskaj na obejrzenie tego filmu.

Opowiedz również o tym, jak Ty się czujesz i co dieta zmieniła w Twoim życiu. Ktoś może mi zarzucić w tym miejscu, że to są dowody anegdotyczne. Bo są. Jednak dla bliskiej nam osoby na początek może być ważniejsze to, jak my się czujemy i dlaczego jemy w taki sposób, niż wyniki badań randomizowanych. W tym miejscu dodam uwagę, że musimy czuć się z tym dobrze na naszej diecie i ogólnie „prowadzić się” dobrze. Jeżeli sami nie uważamy naszej diety za zdrową, nie damy zbyt dobrego przykładu innym.

Krok 3. Skonfrontuj się z obawami danej osoby.

To jest najzupełniej w świecie normalne, że ktoś może mieć obawy związane z odrzucaniem produktów pochodzenia zwierzęcego z diety. Poniżej opisuję sytuacje, które znam z życia i przykładowe rozwiązania, które mogą (ale nie muszą) się u Ciebie sprawdzić. Są to tylko i wyłącznie moje przemyślenia. Jeżeli masz potrzebę, skomentuj je pod artykułem.

1. Obawa o żelazo — „No tak, … ale ja nie mogłabym przestać jeść mięsa, bo zawsze mam niskie żelazo (a wiadomo, mięso jest źródłem żelaza)”.

Myślę, że w takiej sytuacji warto na początku wyrazić zrozumienie dla drugiej strony, bo obawa o żelazo jest częsta i w sumie racjonalna. Od dziecka słyszymy, że mięso jest ważnym źródłem żelaza, że ziemniaki mogą zostać, ale mięso trzeba zjeść itp. Podstawowy błąd (według mnie) to zanegowanie mięsa jako źródła żelaza i próba przekonania drugiej osoby, że jest w błędzie.

A więc w myśl zasady “miękko do ludzi, ale twardo do problemu”, na początek zrozumieć obawy, następnie przedstawić fakty.

Jak możesz przykładowo odpowiedzieć:

„Rozumiem Twoje obawy o żelazo, w końcu mięso jest jednym ze źródeł żelaza w naszej diecie i od dziecka słyszymy, że bez mięsa możemy mieć jego niedobory. Jednocześnie w produktach roślinnych jest bardzo dużo dobrych źródeł żelaza i naprawdę nie musisz się o to martwić, jeżeli wprowadzisz do diety te produkty (strączki, zielone warzywa, orzechy i nasiona). Naprawdę te produkty są zdrową częścią każdej diety, a w diecie roślinnej jest ich po prostu trochę więcej.

Dodam w tym miejscu jeszcze, że jeżeli dana osoba zawsze ma niskie żelazo, to możliwe jest, że coś zaburza jego przyswajanie z diety (np. kwas fitynowy, kwas szczawiowy, może herbaty i kawy, może leki, np. inhibitory pompy protonowej) lub ogólnie je mało żelaza mimo spożywania mięsa. Mięso jest źródłem żelaza, ale nie jedynym i w każdej diecie powinny znaleźć się warzywa zielone, orzechy, strączki i pełnoziarniste zboża.

2. Obawa o białko i sytość „no tak, to jest naprawdę smaczne, ale ja nie najem się samymi warzywami”.

Tu znowu możesz zacząć od tego, że to rozumiesz albo że sama/sama kiedyś tak myślałeś, jednak w rzeczywistości dieta roślinna to nie są same sałatki, a nasiona strączkowe są jednym z najzdrowszych źródeł białka. Są jednocześnie sycące i po włączeniu ich do posiłku nie trzeba się martwić o głód.

I w tym miejscu przechodzimy do kolejnych obaw… czyli…

3. “Co ja będę jeść? Skąd brać pomysły na posiłki, to wszystko jest skomplikowane…”

Co odpowiedzieć? Może znowu na początek zrozumieć i uspokoić? 🙂

Na spokojnie. Pomysły na posiłki się znajdą, jeżeli będziemy chcieli ich szukać. Jest mnóstwo przepisów w Internecie (np. u nas w tym miejscu, ale także na blogach popularnych blogerów kulinarncyh, np. jadłonomia, weganon, weganbanda czy wegannerd). Nie ma też potrzeby przechodzenia na dietę roślinną z dnia na dzień. Na spokojnie można próbować nowych rzeczy i nie przejmować się, kiedy czasem wpadnie nam coś innego. Nawet jeżeli na początku i tak będzie więcej posiłków mięsnych, niż roślinnych, z czasem kolejność ta może się odwrócić. 

Podsumowując, dobrze, jakby wprowadzenie większej ilości roślinnych posiłków było związane z ciekawością nowych smaków, odkrywaniem nowych przepisów, a nie stresem, że ktoś nad nami stoi i krzyczy, że natychmiast trzeba usunąć z diety mięso, nabiał i jajka. Oczywiście na niektóre osoby aspekt zdrowotny będzie motywujący, na inne aspekt etyczny lub środowiskowy. Inne osoby po prostu chcą jeść dobrze i jedzenie spełnia wiele funkcji w naszym życiu. Nie są to tylko wartości odżywcze, a spotkania z bliskim przy stole, wspólne gotowanie, świętowanie itp. I z tego powodu ludziom ciężko jest z dnia na dzień porzucić dotychczasowe przyzwyczajenia. Robiąc to małymi krokami, można czasem osiągnąć lepsze rezultaty.

Ostatecznie może się zdarzyć, że ktoś przejdzie na dietę roślinną w 90%, a czasem zje mięso, ktoś inny przejdzie najpierw na dietę wegetariańską, inna osoba przejdzie na dietę roślinną, ale zje czasem jajka. I to jest naprawdę ok, bo każdy taki krok wpływa mimo wszystko na ograniczenie produktów odzwierzęcych w diecie (nie ma konieczności eliminować ich z diety całkowicie). Takie małe zmiany w czyjejś diecie mogą mieć wpływ na całe społeczeństwo, bo wraz z większą liczebnością osób wprowadzających taką strategię żywieniową, wzrastać będzie świadomość ograniczenia produktów odzwierzęcych ze względu na zmiany klimatyczne.

Poczytaj też o diecie fleksitariańskiej w tym miejscu.

Iwona Kibil
administrator
Jestem magistrem dietetyki i specjalizuję się w dietach roślinnych. Przede wszystkim jednak sama stosuję taką dietę od wielu lat (nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej!). W mojej firmie pracuję z pacjentami, edukuję i trochę gotuję :) Bardzo lubię tworzyć treści na bloga i przekazywać dalej wiedzę na temat diety roślinnej. Poza tym należę do Polskiego Towarzystwa Medycyny Stylu Życia. Jestem wykładowczynią na konferencjach naukowych oraz autorką książek, wykładów, artykułów i e-booków związanych z dietą roślinną. Stale poszerzam swoją wiedzę uczestnicząc w szkoleniach specjalistycznych. Ukończyłam certyfikowany kurs z diety low FODMAP na Monash University. Specjalizuję się w dietach roślinnych, a w tym dietach roślinnych przy różnych schorzeniach. Prowadzę również konsultacje dla kobiet w ciąży, niemowląt i małych dzieci.

Dodaj komentarz